Home

Dzieci w muzeum

Posted by beata | On: Paź 21 2012

Jednym z etapów etapów realizowania naszego małego jeszcze projektu odwiedzania przez dzieci niepełnosprawne miejsc związanych z kulturą wołomińską były zajęcia w Muzeum Nałkowskich. Dzięki zaproszeniu, jakie otrzymaliśmy od pani dyrektor, pierwszego dnia dzieci uczestniczące w naszych piątkowych zajęciach integracyjnych mogły pobudzić swoją wyobraźnię w tym wyjątkowym miejscu. Pani dyrektor Muzeum opowiadała dzieciom tak ciekawie, że wszyscy chcieli poznać więcej szczegółów. Na koniec była też niespodzianka – w wyjątkowy sposób, odpoczywając posłuchaliśmy opowiadań o zwierzętach. Po spotkaniu wybraliśmy się na krótki spacer wokół uroczego domu nad łąkami.

Następnego dnia w spotkaniu w muzeum towarzyszyło nam dwoje dzieci z autyzmem – bliźniaki tak niepodobne do siebie, że trudno jest uwierzyć, że to rodzeństwo. Ktoś mógłby zapytać, co dzieci z autyzmem mogą zapamiętać i zrozumieć z wycieczki do muzeum. Tak naprawdę nie szukaliśmy i nadal nie szukamy odpowiedzi na to pytanie. Każdy z nas przyszedł tutaj z własnej potrzeby, a przecież nie tak często spędzamy czas w takich miejscach. Może nawet częściej mamy w planach zatrzymać się na kanapkę w pobliskiej restauracji. Tymczasem byliśmy na spotkaniu w muzeum, a podczas tego spotkania tak wiele się wydarzyło.

Po przyjeździe do muzeum dzieci początkowo spacerowały po schodach przed domem poznając nowe miejsce, po czym zaproszeni do środka starali się słuchać jak pani dyrektor muzeum opowiadała im o przedmiotach, które znajdują się w tym niezwykłym, ale jednak trochę znanym wszystkim domu. Dla dzieci dom, to przede wszystkim dom, dla dzieci z autyzmem, takie miejsce dodatkowo pobudza ich zachowanie zapachem, światłem, wzorami i niespotykanymi wcześniej przedmiotami. Pobudza pozytywnie lub utrudnia odbieranie świata. Weronika potrafiła skupić uwagę na dużych obrazach, książkach i gablotach. Szymek wolał wszystkiego dotykać i trochę się niecierpliwił. Spotkanie zatem nie było długie, ale też nie za krótkie – jednym słowem – w sam raz. Po grzecznym pożegnaniu mimo wszystko Szymek szybko wyszedł z pomieszczenia, a Weronikę z trudem trzeba było dłużej przekonywać, że czas na spacer na zewnątrz. Tu czekali na dzieci wolontariusze – całe szczęście, bo przy energii Szymka i wielu atrakcjach dookoła, mamie trudno by było upilnować dzieci, nie trzymając ich kurczowo za ręce. Dzięki obecności Sary, Karolki, Janka i Zuzanny – młodzieży, która już od roku współpracuje z naszą Fundacją, uczy się i dzięki temu zna potrzeby dzieci z autyzmem – udało się zaproponować wspólną zabawę. W czasie zabawy pojawił się jeszcze jeden chłopiec – Leszek przyjechał ze swoim tatą i swoim psem prawie terapeutą. Laba, czarny labrador chłopca, chociaż nie zdała testów posłuszeństwa, jest z Leszkiem zawsze podczas spacerów, dlatego i tym razem musiała mu towarzyszyć. Zresztą wszyscy ucieszyli się ze spotkania z tym energicznym psiakiem, choć tata Leszka musiał pokonać górkę, aby dostać się do nas wioząc na wózku wcale nie tak lekkiego chłopca. Na szczęście na górce siedzieliśmy na polance pełnej liści, świeciło słońce, co jakiś czas między liśćmi przeskakiwały żaby, próbując dostać się do stawu. Zakończeniem spotkania było spontaniczne turlanie się z górki na dół. Nie zdradzimy, kto je zaproponował, ważne że wszystkim się podobało. Pomimo kilku plam na spodniach, warto było spędzić czas w ten sposób. Mamy zresztą wrażenie, że gdyby obserwowała nas wtedy Zofia Nałkowska, nie miałaby nic przeciwko tej zabawie, w której na pewno jako małe dziecko również uczestniczyła. Być może nawet czytalibyśmy dziś jej nowe opowiadania o dzieciach biegających wokół ?Domu nad Łąkami? i towarzyszącym im wesołym, czarnym labradorze. Aż same przychodzą do głowy słowa pisarki dotyczące jednego zwierzęcego bohatera jej opowiadania, a w naszej sytuacji mogą dotyczyć czarnego labradora „Gdy go było podrapać patykiem pod gardłem albo koło ucha, to zaraz kładł się na ziemi i trochę ryj otwierał. Miał też bardzo zabawny ogonek.”

Cieszymy się bardzo z tego popołudnia i z obudzonej w nas więzi z miejscem, w pobliżu którego wychowaliśmy się my, a teraz wychowują się dzieci, z którymi na co dzień pracujemy w terapii, rodzice na co dzień starają się spędzać czas tak jak wszystkie inne rodziny. Dziękujemy za otwarte nie tylko drzwi, ale przede wszystkim serca na potrzeby dzieci, które odczuwają świat trochę inaczej. Nie tylko dostrzeganie tego, ale umiejętne reagowanie jest szansą na prawdziwą zmianę. (b.b.)

 

comment closed